Poplątanie z przemieszaniem. Kilka lat temu branża Interactive poszerzyła się o nowy sektor: media społecznościowe. Rynek zalany został specjalistami ds. Social Media – ludźmi intuicyjnie „czującymi” klimat świata społeczności w sieci. Jednak czy mają oni wiedzę o społeczeństwie?

 

Modyfikacja DNA marki

„Zbuduj społeczność” – punkt o takim tytule widniał niemal w każdym briefie po 2008 roku. Rozwój mediów społecznościowych w Polsce i nieustający popyt na nie sprawił, że narodził się nowy standard w komunikacji. Nawet przełom. Dotychczas jedyna interakcja z marką to formularz kontaktowy, forum lub e-mail. Nic szczególnego. To się zmieniło – dziś marki mają twarz, a ich DNA zostało zmodyfikowane o możliwość prowadzenia dialogu społecznego.
Problem polegał na tym, że marketerzy nie mieli tych kompetencji – doskonale wiedzieli, że należy oddać sprawę lepszym. Nie potrafili zmodyfikować tego DNA. Szukali i znaleźli. Ludzi młodych, bez wprawy.
Przekazanie kontroli ludziom charyzmatycznym, lecz bez doświadczenia szybko miało swoje konsekwencje w postaci lawiny kryzysów. Nieopanowana energia. Sztubacki styl nie przystoi każdej marce. Poruszanie się w mediach społecznościowych przypomina jazdę autem – trzeba być ostrożnym.
Właściwie trzeba jeździć tak, by niczego nie dotykać. Chwila nieuwagi i łatwo zafundować marce pakiet problemów.
Jednak w marketingu chodzi m.in. o to, by „dotknąć” percepcję w tak, żeby rozbudzić potrzebę posiadania, identyfikacji, by wzbudzić sympatię i więź. Do tego potrzeba kompetencji. Reasumując: nowa jakość komunikacji wymagała nowej ery specjalistów, bo Social Media to nieklasyczne możliwości dla marketerów. Naczelnym problemem było to, że starsi specjaliści nie mieli kontroli nad młodszymi. Bo kompletnie nie rozumieli co ci młodsi do nich mówią.

Historii ciąg dalszy. W odpowiedzi na popyt powstały tzw. agencje Social Media, a dotychczasowe agencje reklamowe na rynku otworzyły nowe działy / komórki. Jednak żaden dział bez ludzi nie istnieje… I tu zaczął się kolejny problem – starzy nie czują tematu a młodzi działają intuicyjnie i „na charyzmę„. Umiejętności zdobyte na podwórku, cechy przywódcze, zdolność bycia liderem plus mix kompetencji – może z pijaru… Tacy ludzie stawali się Specjalistami ds. Social Mediów. A raczej powinni się nimi stawać. Bo – niestety – agencje wolały zatrudniać osoby, które po prostu biegle znały obsługę serwisów społecznościowych. I to cała prawda o tej eksperckości. Większość z tych ludzi to samouki perfekcyjnie obsługujące komputer i interfejs serwisów społecznościowych.
Zatem moja definicja tego fachu nie może być inna: Specjalista ds. Social Media to osoba, która płynnie obsługuje interfejsy serwisów społecznościowych.

I tyle / aż tyle, bo chęć dokładnego zapoznania się z tymi serwisami wymaga zaprzyjaźnienia się z nimi. Zmieniają się bardzo dynamiczne, więc poznawanie ich jest niekończącym się procesem.

Dlatego bardzo często w/w specjaliści-pasjonaci nadrabiają promując się na stworzonych dla nich konferencjach. „Być albo nie być” na rynku Social Media to analogia Show Businessu: nie mówi się o Tobie to nie istniejesz. Pompatyczne komunikaty, wzmianki, hashtagi – to paliwo popularności wielu specjalistów. Najczęściej ich wiedza dotycząca mediów społecznościowych kończy się na Facebooku i o nim zazwyczaj piszą. Jest największy, bo są na nim wszyscy. To kuriozum, gdyż właśnie przez krótkowzroczność tracą. Pamiętaj, że Instagram i Snapchat zostały spopularyzowane w Polsce kilka lat po tym, jak wykorzystywano je masowo w USA. Zwłaszcza w Social Media Celebrity Marketingu, który u nas nadal raczkuje.
Specjalistami ds. Social Media mianują się dziś niemal wszyscy: dziennikarze, blogerzy, YouTube’rzy, marketingowcy i licealiści, PRAKTYKANCI, accounci, team leaderzy i copywriterzy.
Zatem umiejętność posługiwania się nimi ewoluuje. Inne branże aktualizują się o nowe media. To naturalny etap rozwoju.
Zaraz, zaraz – umiejętność prowadzenia auta nie czyni z Ciebie od razu kierowcy rajdowego.

 

Prawdziwa wiedza, prawdziwe kompetencje

Tu – w kontrze – stają osoby, których stanowiska są niepopularne: Specjaliści ds. Social Networkingu. Ich kompetencje są znacznie wyższe. To wiedza niemal na akademickim poziomie. Dodatkowo nie szukają sławy na siłę. Wygłaszają prelekcje tylko wtedy, gdy mają coś do powiedzenia i wiedzą, że to przełoży się na korzyści dla uczestników.

To osoby posiadające gruntowną wiedzę na temat społeczności – nie tylko tych w sieci. To eksperci z zakresów psychologii i socjologii. Pasjonują ich interakcje ludzi w sieci. Najczęściej są tzw. psychologami sieciowymi. Potrafią wytłumaczyć zachowania w internecie, więc są w stanie je przewidzieć. Często współpracują z organami ścigania. To nie żart – są wybitnymi ekspertami. Znają podstawy i teorie, na których oparty jest Social Networking – klucz ich fachu.
Odpowiedz teraz na pytanie: ilu takich specjalistów znasz?

 

Eksperyment

Kiedyś wyszukałem kilkanaście osób w serwisie Goldenline wg kryterium opisu kompetencji: Specjalista ds. Social Media. Nie byłem zdziwiony, gdy wyświetliła mi się bardzo długa lista…
Zapytałem się kilkunastu, czy słyszeli o teorii „Six Degrees of Separation„. (To ona dała początek Social Networkingowi, stanowiła filar kodu pierwszego serwisu społecznościowego świata.) Odpisało mi dziesięć osób, co uznałem za zadowalające.
Tylko dwie osoby (!) odpowiedziały, że słyszały o czymś takim. Reszta nie miała pojęcia o czym piszę! Jednak bukiet klientów i kompetencji w ich profilach wyglądał imponująco. Nie wnikam w to pole zniekształcenia rzeczywistości. Dla mnie wniosek jest prosty: Specjalista ds. Social Media to nie ta sama osoba co Specjalista ds. Social Networkingu. Na początku felietonu wspominałem o tym, że dla tradycyjnej marki rozszerzenie o Social Media jest jak modyfikacja DNA. Warto tego procesu nie powierzać amatorowi.

Mikołaj Nowak

 

Mikołaj zawodowo związany z e-społecznościami i blogosferą od ponad dziesięciu lat.
Zaczynał w Grono.net – pierwszym polskim serwisie społecznościowym, gdzie był dobrym duchem społeczności. Następnie współtworzył i koordynował komunikację poprzez projekty specjalne w Biurze Reklamy Onetu dla najbardziej wymagających klientów. Jest autorem wielu nośnych tekstów, koncepcji, rozwiązań. Aktualnie związany z „Faktami” TVN, gdzie odpowiada za strategię komunikacji marki z wykorzystaniem internetu – współtworząc unikatowy pomost między newsroomem a mediami społecznościowymi. Jest redaktorem i konsultantem newsroomu w sprawach związanych z nowymi mediami i społecznościami.

Sprawdź fanpage Mikołaja i Jego profil na Twitterze.

  • Ania

    Każdy każe nazywać się specjalistą od czegoś tam. Wszędzie sami specjaliści a nawet edukacji zawężonej nie ma

  • Rob

    No ale po to są praktykanci, żeby zdobywać praktykę! Jak nie na praktykach to gdzie???

  • Kasia

    „Jednak czy mają oni wiedzę o społeczeństwie?”
    Przecież społeczność to nie społeczeństwo…

  • http://www.wiadomosci24.pl/autor/piotr_wiernicki,372871,an,aid.html Piotr Wiernicki

    Jest taka opinia, że specjalista ds. social media to osoba, która nie ma żadnych kompetencji i kwalifikacji. W porównaniu do informatyka, grafika, specjalisty seo czy ppc, które pracują w agencji taka osoba jest można powiedzieć traktowana pobłażliwie.

    Jednak, żeby być dobry specjalistą trzeba mieć wiedzę z zakresu psychologii, reklamy, PR, nowych technologii, a do tego być kreatywnym i mieć świeże spojrzenie na wiele spraw.

    Niestety branża jest zepsuta i specjalistą ds. mediów społecznościowych czuje się co drugi student i każdy kto ma jakiś związek z marketingiem.