Jacka przedstawiać nie trzeba – jego książka pt. „Sztuka rynkologii” dla wielu stała się obowiązkowym elementem domowej biblioteczki, a felietony w HARVARD BUSINESS REVIEW, MARKETER+ czy wpisy na blogu  zawsze niosą ze sobą dawkę konkretnej wiedzy. Na warsztatach przed imprezą „Blog Roku” prowadził panel o hejterstwie. Tam usłyszałem o planowanej książce i postanowiłem „pociągnąć temat”.

 

Jakub Biel: Krążą plotki, że piszesz książkę o hejerstwie. Co Cię skłoniło do właśnie tej tematyki? Nie widziałem, żeby ktokolwiek atakował właśnie Ciebie.

Jacek Kotarbiński: Zaraz tam plotki. Sama prawda :) Tak, piszę książkę o hejcie, zbieram materiały, a wszystkich zainteresowanych zapraszam do śledzenia hashtaga #hejtolandia. Co mnie skłoniło? Przyglądam się temu zjawisku od pewnego czasu, interesuje mnie bowiem to jak zmienia się świat mediów elektronicznych, w jaki sposób wpływa na nasze postawy, zachowania, decyzje. Dziś każdy w jednej chwili może stać się nadawcą i łatwo walczyć o „rząd dusz”, a takiego zjawiska jeszcze w historii cywilizacji nie było. Żyjemy w ciekawych czasach. Hejt stał się swoistym procederem społecznym, chciałbym spróbować określić jego skalę, wpływ jaki ma na nasze codzienne życie, czy warto z nim walczyć, a jeśli tak, to w jaki sposób. Chciałbym też pokazać ludzi, który mieli czy mają z hejtem do czynienia, zapytać jak sobie z nim radzą i czy wpływa na ich pracę czy życie.

 

– Niektórzy mówią, że to świeże zjawisko, a inni że istnieje od początku Internetu tylko ewoluuje. Jakie jest Twoje zdanie?

– Nienawiść, zazdrość, chęć bezpardonowej walki o własne poglądy czy przekonania, była od zawsze w ludzkiej, niedoskonałej naturze. Naruszanie różnych norm społecznych czy po prostu pospolite chamstwo w erze przedinternetowej, nie było tak widoczne. Ale jest jeszcze jedna rzecz, która w tym wszystkim wydaje się najważniejsza – to swoista, medialna akceptacja dla takich zachowań czy tego rodzaju treści. Czysta esencja tabloidyzacji – dla internetowego medium zjawisko hejtu jest pożądane, ponieważ przyciąga zarówno tych, którzy chcą się na kimś wyżyć, ale i tych, którzy chcą sobie o tym poczytać. Zauważ, że zanim powstały wszelkiej maści „portale plotkarskie”, w zasadzie zjawisko nie istniało. Rozwój internetowych for, portali społecznościowych oraz wszelkiej maści dyskusji, rozwinął zjawisko w znacznym stopniu. Inna kategoria to polityka, tutaj mamy prawdziwą, elektroniczną wojnę na wszystkich frontach.

 

Jacek Kotarbiński

Jacek Kotarbinski

– Gdzie jest granica pomiędzy krytyką a hejtem?

– Najprostsza odpowiedz, to personalia. Teoretycznie każda krytyczna opinia, która dotyczy bezpośrednio mojej osoby, moich najbliższych czy fanów (np. gospodarze profili społecznościowych często informują, że nie tolerują hejtu wobec swoich gości) może być uznana za formę hejtu. Istotą krytyki bowiem, jest walka na logikę argumentacji i fakty. Z kolei twórcza krytyka, sprzyja proponowaniu rozwiązań. To co jest cechą dobrej dyskusji, to że chociaż możemy ostro polemizować, nie zgadzać się ze sobą, walczyć jak lwy, to jednak na poziomie relacji interpersonalnych możemy nadal się ze sobą przyjaźnić. W ramach twórczej krytyki, nikt nikogo nie obraża personalnie.

Druga kwestia, to niuanse związane z kolorytem języka polskiego. Możemy tworzyć najróżniejsze, ciekawe konstrukcje słowne, które nie będą jednoznaczne. Jeśli napiszę, że „X jest synem Sam Wiesz Kogo”, może mieć to zabarwienie zarówno pozytywne jak i negatywne. Cechą języka internetowego jest brak możliwości obserwacji mowy ciała, która wskazuje na warstwę emocjonalną. Właśnie dlatego rozwinęły się emotikony.

Inny problem, to chociażby akceptacja faktów. Będziemy używać ekwilibrystycznej i pokracznej logiki, byle prawda moja była „mojsza niż twojsza”. Porażki w dyskusji przyjmujemy jak porażki życiowe, a każdy ma prawo się mylić, podobnie jak nie znać wszystkich faktów, co wpływa na ostateczną opinię. Nie potrafimy się różnić poglądami między sobą, utrzymując pozytywne relacje. Jeszcze inna sprawa, że ten kto głośniej krzyczy wydaje się innym większym autorytetem. Tak naprawdę moim zdaniem Polacy nie potrafią ze sobą rozmawiać na tematy trudne czy wieloznaczne, a to dość istotny element dialogu społecznego na najróżniejszych płaszczyznach. Zauważ, że dziś w wielu sferach jest on po prostu niemożliwy ze względu na poziom emocji.

Hejt w moim przekonaniu ma różne oblicza. O ile ten oparty na inwektywach jest powszechnie rozpoznawalny, to jest jeszcze hejt dyskredytujący autorytety, ośmieszający je, a w sieci wyśmiać można absolutnie wszystko. To ostatnie zjawisko jest społecznie naprawdę niebezpieczne, ponieważ mamy do czynienia z bardzo wyrafinowaną i groźną socjotechniką. Hejt potrafi też tworzyć czy karmić socjopatów, kreować postawy stalkerów , wywoływać silne reakcje emocjonalne. Nie zapominaj też, że hejt jako element agresji wirtualnej, potrafi zabijać. O tym również chciałbym napisać w #Hejtolandii.

 

– Czy polscy hejterzy różnią się od tych z innych krajów? Może jest to część Sieci w której nie widać tak mocnej globalizacji?

– To chciałbym sprawdzić, zarówno poprzez kontakty za granicą z osobami zajmującymi się tym zjawiskiem jak i zebranie opinii internautów. Przyznam, że sam jestem ciekaw.

 

– Jak postępować z tymi, którzy atakują?

– Eliminacja jest zawsze najprostszą i najskuteczniejszą metodą. Po prostu nasze blogi, czy własne strony na profilach społecznościowych, traktujemy często osobiście. Z trollami, którzy zwracają na siebie uwagę, można sobie jeszcze radzić, po prostu ich nie karmiąc. Hejter natomiast, wylewa po prostu wiadro śmierdzących pomyj – nie ma co dyskutować. Zauważ, że kiedy ładnych parę lat temu powstawały listy dyskusyjne, miały swoje regulaminy, netetykietę i adminów, pilnujących porządku. Za określone praktyki dostawało się bana na jakiś czas, a niektórych żegnano na stałe. Kiedy rozwinęły się dyskusje w social media, najwięksi hejterzy gardłowali” o „cenzurze” sieci i wycinaniu ich komentarzy. A tymczasem to standardowy element tak zwanej „higieny profilu”. Tylko to i aż to.

 

– Kiedy możemy spodziewać się premiery książki?

– Planuję do końca tego roku.

 

Z Jackiem Kotarbińskim rozmawiał Jakub Biel